FAHRENHEIT

Ray Bradbury

“451° Fahrenheita”

WYDAWNICTWO: MONDADORI
ROK WYDANIA: 2018
JĘZYK WYDANIA: WŁOSKI
TŁUMACZENIE: GIUSEPPE LIPPI

“Jeżeli dadzą ci papier w linie, pisz w poprzek…” taki cytat wprowadza nas w futurystyczny świat Raya Bradbury’ego, rzeczywistości zdominowanej przez telewizyjne ściany, mechaniczne psy poruszające się na owadzich nogach i odrzutowe bombowce przetaczające się ponad miastem z przeraźliwym rykiem.

W takiej rzeczywistości żyje, pracuje Guy Montag – główny bohater książki, zawodowy strażak, który… nie gasi pożarów, lecz zgodnie ze swoim obowiązkiem – wznieca. Wszak, jak wszyscy zgodnie utrzymują, strażacy zostali od dawien dawna powołani do takiego właśnie zadania. Ognioodporne domy nie płoną, ogień nie stanowi niebezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie – fascynuje i staje się wybawieniem. Trawi, zamienia w popiół, oczyszcza świat z tego, co niemożliwe do zaakceptowania, a więc… z książek. W świecie, w którym żyje Montag, nie ma miejsca na kulturę, historię, języki obce. Żona głównego bohatera, Mildred spędza godziny w domowym salonie, w którym na trzech ścianach (na zamontowanie czwartej ściany muszą jeszcze trochę odłożyć) wyświetlają się ogłupiające programy interaktywne, pojawiają się bohaterowie, które wypełniają jej życie i zdaje się, że są jej bliżsi niż jej własny mąż, z którym właściwie nie rozmawia. Relacje międzyludzkie stają się albo bardzo powierzchowne albo zupełnie nie istnieją. Świat jest płaski, bezosobowy, bez przeszłości i przyszłości, wydaje się, że już nikt nie wie, co oznacza refleksja, chociaż…

W świecie Bradbury’ego wszyscy muszą być szczęśliwi i zadowoleni, a najlepiej jakby w ogóle nie myśleli, wszak myśl ludzka może być niebezpieczna i zburzyć wygodny i przewidywalny porządek. Życie sprowadza się zatem do taniej rozrywki, do której każdy z łatwością może mieć dostęp, atrakcją stają się samochodowe przejażdżki o zawrotnej szybkości, pojawia się przemoc i agresja, która w zasadzie nikogo nie dziwi i nie przeraża, przecież życie innych nie ma dla nikogo większego znaczenia.

Pozostaje tylko jeden problem – przeklęte książki, w końcu to przez nie ludzie cierpią. To poezja skłania do płaczu, to powieści skłaniają do nostalgii, refleksji i do wyłamywania się z narzuconych ram. To książki powodują podziały między ludźmi, to przez nie rodzą się kompleksy i poczucie niższości, wszak nie wszyscy są w stanie przeczytać tyle samo albo to samo na równie głębokim poziomie zrozumienia. Dlaczego zatem prosty obywatel ma cierpieć, wiedząc, że intelektualnie nigdy nie dorówna profesorowi Uniwersytetu Harvarda…? O ile prościej jest zepchnąć wszystkich w bylejakość, o wiele łatwiej burzy się niż tworzy…

“451° Fahrenheita” nie należy do książek przyjemnych, wzbudza emocje, skłania do refleksji, do głębszego zastanowienia się nad tym, dokąd zmierzamy… Wizja Bradbury’ego jest przerażająco realna, nijakość, miałkość, powierzchowność… ogół przeciwko jednostce, która może jednak posiada więcej siły, niż może się wydawać… Polecam!